Strona glowna
Polski
Angielski
Artykuly
Linki
Polska Rzymsko-Katolicka Misja Pastoralna p.w. Św. Brata Alberta
Biuletyny East Bay

Artykuly

Interesujace informacje o aktualnych wydarzeniach polonijnych

Przed świętami wielkanocnymi w Kalifornii

U nas, w polskiej Kalifornii nadchodzące, tegoroczne święta czuć było zapachem ukrytego za świeżym deszczem słońca, wyrabianych ciast i klejonych z niego pierogów, pieczonych wielkanocnych baranków oraz udekorowanych na zielono palm.

Niedziela palmowa to wspaniały doroczny zastrzyk pieniędzy dla tutejszego Ośrodka. Cały dochód ze sprzedanego lunchu, palm i wielkanocnych wypieków przeznaczony jest na nasze miejscowe harcerstwo. Zarówno miejscowa organizacja polonijna - East Bay Polish American Association jak i parafia - Polish Pastoral Center, nie biorą ani grosza. Cała też masa ludzi zaangażowana jest w te przygotowania.

Babcie. To one w piątkowe popołudnie stanęły z wałkami do ciasta przygotowując je do pierogów. Niczym zaczarowane zamieniało się w najsmakowitsze z polskich przysmaków. Robiły to z ogromną werwą i entuzjazmem, ciesząc się swoim wspólnym towarzystwem i rozmowami. Wspaniały to widok. Zarówno jedna z naszych młodych, kochanych druhen, która już od chyba stu lat zajmuje się wypiekiem baranków z większą lub mniejszą pomocą harcerskich dzieci jak i rodzice piekący z nimi w domu przynoszą na palmową niedzielę ich tyle, że zastawiają cały stół. Po wyprzedaży nigdy nie zostaje ani jeden. Bardzo smaczne. Bardzo.

W piątkowy wieczór dzieci spotkały się w kaplicy Matki Bożej Patronki Emigrantów na wspólnej drodze krzyżowej. Czytając modlitwę przy każdej stacji przeszły z krzyżem i świecami przez wszystkie ich czternaście. Moment zadumy, wyciszenia i czystej dziecięcej modlitwy był przykładem dla wszystkich zgromadzonych wiernych. Po niej jeszcze krótka litania i ciąg dalszy piątkowego spotkania w małym miasteczku Martinez.

Sobota, to czas na przygotowywanie świątecznych palm. Tym razem w szaranki stanęły mamy. Sprawnie i szybko cięły, dekorowały i wiązały piękne bukiety. Za przykładem babć chyba, rozmawiały przy tym i rozmawiały. Gdyby nie to, że ilość potrzebnych palm była ograniczona - rozmawiałyby bez końca.

Na długo przed rozpoczęciem niedzielnej mszy świętej przy naszym ośrodku - ogromny ruch. Zapachy w kuchni. Rozkładane na stołach bazie i ciasta. Ogrom harcerskich mundurów. Dzieci przeglądające każdy zarobiony banknot. Po dwa, trzy razy. Orszakiem wchodzimy na mszę. Zajmujemy pierwsze ławki. Jak zawsze odmawiamy przygotowaną przez nas modlitwę wiernych, pomagamy w czytaniu pisma świętego, zbieramy na tacę. Po mszy nasza mała harcerska uroczystość. Uśmiechnięty skrzat, który nie mógł się już doczekać przechodzi próbę odwagi i zuchowy próg. Duma na twarzy. Po zjedzonym posiłku najmłodsi zbierają się raz jeszcze przed kaplicą, każde otrzymuje kolorowy koszyk i zwartą grupą, pod opieką instruktorów i rodziców udają do pobliskiego parku na spotkanie z przygodą. Jest nią poszukiwanie pochowanych przez starszych harcerzy - jajek oraz... przywitanie ze znanym już z poprzednich lat - zajączkiem. Jajek jest oczywiście tyle, aby każde miało odpowiednią ilość, a jeżeliby nie ... nauka dzielenia się. Tutaj też widać w końcu, zajętych przedtem kłopotami świata jak - kto zostanie prezydentem USA, czy też czy Polska podpisze Traktat Lizboński - tatusiów. Dumnie obserwują swoje dzieci. Pilnują je na prawdę bardzo solidnie.

Wchodzimy w wielki tydzień zakończony największym ze świąt. W wielką sobotę stać będziemy na warcie przed grobem Chrystusa, ale o tym napiszę już później. Dziś jednak dziękuję wszystkim, całej tej masie społeczników za ich pracę, bo coż innego jak nie ich własny przykład jest najlepszą nauką dla naszych polskich dzieci.

CZUWAJ!

Druh Rysiek



<img src=

design by Mariusz Wilkolaski
© copyright 1995-2006, Edmund Lewandowski