|
Moratorium o zakazie szerzenia nienawiści
Poniższy artykuł pochodzi z gazety "Rzeczpospolita" z dnia 15 grudnia 1998 roku:
http://archiwum.rp.pl/artykul/204783-Informacje.html?_=Rzeczpospolita-204783
Waszyngton, 19 listopada 1998 roku, zwyczajny dzień pracy. W życiu dziennikarki Info Radio z Polski Anny Maruszeczko jest
to dzień niezwykły. Dzisiaj na antenie radiowej spotyka się ze swoim idolem, zarozumiałym i pewnym siebie długowłosym
talk-show guru, którego słuchają miliony Amerykanów. Według niektórych jest ich pięćdziesiąt milionów. Rozmowa w studiu
zaczyna się niewinnie. Kilka tanich komplementów i żartów rozluźnia naszą bohaterkę, co w połączeniu z niezbyt biegłą
znajomością angielskiego ułatwia zadanie gwieździe amerykańskiego radia.
Gwiazda zaczyna dopytywać się, czy w Polsce mówi się o drugiej wojnie światowej. Ryzykuje twierdzenie, że zapewne nie,
gdyż to zbyt drażliwy temat do dyskusji dla Polaków. Udowadnia swoje twierdzenie, podając "fakty": w Polsce nie ma Żydów,
ponieważ wszyscy zostali zabici przez Polaków; obozy koncentracyjne, a były to polskie obozy koncentracyjne, były obsługiwane
przez Polaków; Hitler nie musiał zabijać Żydów w Polsce, bo zrobili to za niego Polacy; to Polacy i tylko oni są winni
eksterminacji Żydów.
W Ameryce o obozach koncentracyjnych mówi się często "polskie". Pani Ania zapewne o tym nie wiedziała. Przyjechała do USA
dzień wcześniej i wydaje się, że ten wywiad radiowy zapamięta do końca życia. Jeden dzień to trochę mało, aby zorientować się,
jak o Polsce mówi się i pisze w USA. Pod wpływem inwektyw idących w eter zaniemówiła. Nie potrafiła wymienić nazwiska żadnego
Polaka pochodzenia żydowskiego żyjącego w Polsce. Pani Ania przeszła chrzest, jaki przechodzi większość Polaków po przyjeździe
do USA. Wielokrotnie słyszy się polskie dowcipy, zwykle bardzo mierne i uwłaczające polskiej godności. O polskich obozach
koncentracyjnych i nazistowskiej Polsce piszą nawet takie renomowane gazety jak "New York Times". Ambasada RP w Waszyngtonie
wielokrotnie wysyłała listy protestacyjne, które były ignorowane. Mimo wielu niepowodzeń przedstawiciele ambasady zapewniają,
że zajmą się każdą sprawą zniesławienia imienia Polski.
Proszą o zgłaszanie ich do attache kulturalnego Jarosława Kurka, tel. (202) 234 9296.
Niedawno w Kalifornii Polonia protestowała przeciwko wykorzystywaniu książki/komiksu Arta Spiegelmana "Maus" ("Mysz") na uniwersytecie
w Moraga do nauki języka angielskiego. Opisuje ona czasy drugiej wojny światowej. Niemcy przedstawieni są w niej jako koty,
Żydzi - myszy, a Polacy - świnie. Można też znaleźć obrazki pokazujące świnie salutujące typowym gestem nazistów i skazujące
myszy na stracenie.
Internet również roi się od określeń "polskie obozy koncentracyjne". Wystarczy wejść na jedną z popularniejszych wyszukiwanek
i znajdziemy ponad pięćdziesiąt witryn internetowych, w których użyty jest ten zwrot. Na przykład w zapiskach archiwalnych radia
ABC znalazłem zdanie: "owocem europejskiego antysemityzmu były polskie obozy koncentracyjne".
Filmy telewizyjne "Shetl" oraz "Soah" prezentują społeczeństwo polskie jako współtwórców tragedii Żydów w czasie drugiej wojny światowej.
O martyrologii narodu polskiego się nie wspomina. Filmy te reprezentuje spreparowany przez autora typowy obraz polskiego małego miasteczka,
którego mieszkańcy pod nadzorem pięciu Niemców wymordowali wszystkich Żydów. Widz amerykański karmiony jest takim świństwem przez najlepszy
w amerykańskiej TV kanał edukacyjny o godzinie dwudziestej w projekcjach obejmujących całe terytorium USA. Natomiast film "Żegota"
zaprezentowany został jeden raz o godzinie dwudziestej trzeciej, i to tylko w niektórych rejonach. "Żegota" opisuje działalność
jedynej organizacji pomagającej Żydom w czasie wojny.
Przeglądałem książki do historii używane w szkołach podstawowych i średnich. Martyrologia w czasie drugiej wojny światowej sprowadza
się do cierpień Żydów. Nazwa państwa Niemcy nie istnieje. Są tam naziści, o których potem uczniowie czytają w gazetach, że prowadzili
polskie obozy koncentracyjne. Uczniowie jednej ze szkół w Krzemowej Dolinie, zapytani, obywatelami jakiego państwa byli naziści, odpowiedzieli
bez głębszego zastanowienia, że Polski.
W czerwcu 1998 roku wszedł na ekrany kin w USA film fabularny "Polskie wesele". Z recenzji jednej z chicagowskich gazet wynika, że film
obraża uczucia religijne polskich katolików. Propaguje również stereotyp Polaka pijaka. Polonia film ten zbojkotowała, co nie wzruszyło twórców.
W filmach fabularnych bardzo często, jeśli jest jakiś półgłówek, to ma nazwisko kończące się na "ski".
Prasa amerykańska, jeśli pisze o Polsce, to przeważnie źle. Jedna z czołowych gazet opublikowała artykuł na temat pijaństwa w Polsce.
Napisano między innymi, że w Polsce jest tylu pijaków leżących na drogach, że trzeba ich niemalże zgarniać pługiem śnieżnym, aby umożliwić
przejazd pojazdom. Gazeta podkreśla przy tym, że artykuł został napisany przez specjalnego wysłannika.
America On Line ma nieco informacji o Polsce. W odróżnieniu od innych krajów, na przykład Niemiec czy Węgier, na polskiej stronie można
sobie podnieść polski iloraz inteligencji na podstawie quizu o Polsce. Jest to co prawda subtelne, ale szyderstwo. Quiz poprzedzony jest
wstępem: "Poland, hmm.... Oni piją dużo wódki, są bardziej katoliccy niż papież i wygotowują warzywa ze wszystkich składników odżywczych,
zanim je zjedzą". Ciekawe, dlaczego America On Line uczestniczy w popularyzacji negatywnych stereotypów o Polakach?
Amerykanie na ogół są delikatni i zwykle nie wyśmiewają się z innych grup narodowościowych. Tym bardziej więc zjawisko urągania Polakom
jest niezrozumiałe. Antypolskie publikacje mogą stać się niebezpiecznym punktem zapalnym między polską grupą etniczną a autorami tych
inwektyw i pomówień. Jeden z moich przyjaciół, specjalista od zbiorów polskich w Instytucie Hoover na Uniwersytecie Stanford, zaproponował
mi znalezienie polonijnej organizacji, a może ambasady, aby przekonać ich o celowości zainicjowania "Moratorium o zakazie szerzenia nienawiści"
w odpowiedniej instytucji władzy ustawodawczej Stanów Zjednoczonych. Takie moratorium albo nawet akt prawny, który można wyegzekwować w
sądzie, byłby najskuteczniejszym środkiem do położenia kresu antypolskim ekscesom.
Pani Ania nie wytrzymała bredni swego idola. Wyszła ze studia po trzydziestu minutach. Mam cichą nadzieję, że przeżyty wstrząs pozwoli jej
na zdecydowane poświęcenie wielu swoich audycji na uświadomienie rodakom w kraju, jak naprawdę pisze się i mówi o Polsce w USA.
Edmund Lewandowski
Belmont, Kalifornia
|